Kliknij aby zobaczyć listę kandydatów w wyborach samorządowych
Aktualności
2016-07-30

Spotkanie o muralach

 Czy grafitti to mural? Czy murali w mieście powinno być więcej? – to tylko niektóre z pytań, które padły na naszym spotkaniu z „malarzami murali” – Wojtkiem Woźniakiem i Marcinem Budzińskim.
 
„Mural - trochę nie lubię tego słowa. Zawsze mnie pociągało malarstwo akademickie. Dlatego mówię, że robię obrazy, malarstwo ścienne. Bo jakby mural bardziej mi się kojarzy z pojęciem grafitii i street artu.” – zaczął spotkanie Wojtek Woźniak. 
 
Znajomość Wojtka i Marcina zaczęła się od wspólnych zajęć. Chodzili razem na kurs rysunku w domu kultury. Dzięki temu dostali się na ASP. Zdarzało się,  że malowali grafitii, czy jak mówił Marcin „drobne chałturki w stylu malowanie spożywczaka. Wtedy każdy z nas miał w głowie, że fajnie by było z tego żyć. Że malowanie to jest TO. Po pewnym czasie to umarło. Poszliśmy na studia…. Ale na szczęście nastąpił nawrót. ”
Marcin był nawet na chwilę na Politechnice, na kierunku elektronika. Po miesiącu jednak odszedł. Wiedział, że to nie dla niego.
 
U Wojtka było trochę inaczej – „to była konsekwencja przebywania w jednym środowisku. Pojawiła się Gdańska Szkoła Muralu. Wcześniej cały czas myślałem o tym, żeby być malarzem sztalugowym. Nie robić akademizmu – jak to jest ogólnie pojęte – np. pani w romantycznej pozie. Chciałem zaproponować coś nowego od siebie. Robiąc murale staram się także nie iść w graficzne rzeczy, tylko zawsze przemycić element plamy.” Wojtek zwrócił uwagę, że teraz wiele osób, po prostu stosuje rzutnik i zamalowuje wyświetlone kształty jak kolorowankę. „Ja wolę murale bardziej rozmalowane.” - mówił. 
 
Posiłkowanie się pomocami – np. szablonami – może być jednak właściwe. Nasi goście podali przykład Mariusza Warasa M-City z Gdańska. „Chłopak objeżdża całą kulę ziemską, Rio de Janeiro. Maluje m.in. statki. Mimo, że to jest szablon to widać jego indywidualny pazur, myślenie, ciekawe kompozycje.” – przyznali.
 
A czym się różni grafitti od muralu? Wojtek stwierdził, że mural w swoim założeniu powinien mieć odniesienia polityczne, historyczne. Teraz ta granica się bardziej zatarła. Ludzie zaczęli kojarzyć murale z tym, że „coś jest na murze.” Nawet grafficiarze zaczęli nazywać swoje prace muralami. „To jest takie modne słowo.”
 
Chłopaki także przyznali, ze starają się unikać murali politycznych. Wolą iść w stronę historyczną zamiast opowiadać się po którejś ze stron polityki. „Polityka i sztuka powinny iść daleko od siebie.” – jednogłośnie stwierdzili.
Następnie Wojtek i Marcin przedstawili swoje prace: na al. Żołnierzy Wyklętych, Matkę Boską Magnitogorską (obraz W. Woźniaka namalowany ma murze na pustkowiu w Rosji), z majorem Raginisem w Wiźnie, na 250lecie Teatru Publicznego w Słupsku czy co ciekawe - murale na wsi.
 
Okazuje się, że wbrew pozorom, mimo, że murale często zaczynają się praktycznie od ziemii rzadko bywa, aby ktoś zamalował mural. Choć zdarzyło się to w Warszawie z żołnierzami wyklętymi, czy Markiem Edelmanem w Warszawie to są to pojedyncze przypadki. 
 
Reakcje na murale bywają jednak różne. Na wsiach np. Wojtek i Marcin spotykali się z bardzo serdecznym podejściem. Przy malowaniu żołnierzy wyklętych bywali ludzie, którzy klaskali i przynosili ciasto kiedy pracowali, ale pojawił się też człowiek, który stwierdził, że za każdym razem kiedy będzie szedł aleją będzie musiał odwracać głowę, bo tak to mu się nie podoba. Zdarzyła się też ciekawa sytuacja w Lublinie – miejsce w którym duet miał malować było solidnie zniszczone przez dzieci, które rzucały gwoździami w elewację. Ściana była także wykorzystywana przez lokalnych graficiarzy. Chłopaki wyrównali ścianę, namalowali mural i wtedy zebrała się cała dzielnica. Zaczęto sobie robić z Marcinem i Wojtkiem zdjęcia. „Podziękowali nam i powiedzieli, że tak jak to namalowaliśmy, tam już nic nie będzie zamalowane, nie będzie dopisane i rzeczywiście cały czas to stoi.”
 
Przygotowanie projektu mural nie jest łatwe: zajmuje trzy dni. Na podstawie wymiarów ściany przygotowuje się plik w komputerze albo … na kartce. Potem już wystarczą chęci, projekt, pozwolenie, finansowanie rusztowania, farb. Bywa, że trzeba otynkować ścianę a czasem tylko położyć uni-grunt. Niektórzy stosują rzutnik, a chłopaki postanowili wykorzystać właśnie kratki na kartce, na projekcie – dzielą oni projekt na drobne części i w oparciu o to odwzorowują projekt na ścianie. Istnieje pewne ryzyko – „wydaje Ci się, że widzisz przed sobą kratkę A7 a w rzeczywistości powinna być pod Twoimi stopami. Trzeba wtedy poprawiać” mówił Wojtek. 
 
Chłopaki wolą jednak stosować kratki, ponieważ wtedy lepiej poznają projekt. „Tutaj widać kreskę, tutaj jest pewne niedomówienie a z rzutnikiem nie ma emocji. Trzeba tylko odtworzyć grafikę. My wolimy pozwolić sobie na lekką modyfikację. Czasami z rzutnikiem bywa problem kiedy rusztowanie rzuca cień, bo trzeba robić to jedynie wieczorem. Wtedy jest problem.” – powiedzieli a potem zaznaczyli, że niekiedy i oni stosują rzutnik – szczególnie jeśli jedynie muszą coś odtworzyć. 
 
Czy każdy może malować mural? Dla Marcina ważny jest kontekst miejsca i aby coś znaczył. W Gdańsku powstaje wiele muralów, które nie mają sensu.” „Chodzi o to aby być w zgodzie ze sobą i aby to co maluję niosło pewną idee. Nie powinno się z zasady odrzucać surrealizmu czy szablonu. Tylko, że to powinno być uczciwe, mądre. Trudno to wyrazić… to tak jakby rozmowy z cyklu czym jest sztuka, miłość?” dodał Wojtek.
Zapraszamy do oglądania zdjęć ze spotkania oraz prac chłopaków.
 
 
mural z Gdańska
Gdańsk mural
 
Iwona Szatkowska
« wrzesień 2019 »
PnWŚCzPSN
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30 
Strona główna Aktualności O nas Władze Przedstawiciele Program Kontakt Biuletyn IMW